Hello! Is it me you’re looking for? Recenzja „Last Christmas (of Ceaușescu)” Antona Rolanda Lauba

HALO, to słowo, które Ceausescu piętnastokrotnie wykrzykuje 21 grudnia 1989 do rozwścieczonego na Piaţa Palatului tłumu. Słowo, które stało się symbolem upadku dyktatury w Rumunii. 4 dni później telewizja transmituje pokazowy proces skazujący Ceausescu i jego żonę na śmierć. Do egzekucji dochodzi tego samego dnia.

Anton Roland Laub, rumuński artysta, urodzony w Bukareszcie, od 2000 mieszkający w Berlinie. Stygmaty dyktatury „Geniusza Karpat” zajmują czołowe miejsce w jego twórczości. W 2017 opublikował Mobile Churches opowieść o siedmiu sakralnych budynkach stolicy Rumunii, które przetrwały proces systematyzacji, ponieważ zostały ukryte w oficynach kamienic.

Zielone tło, kartka papieru ze słowem ALO i maszyna do pisania oznaczona rumuńską flagą staje się refrenem książki Lauba. Powraca do nas jak boomerang, nie odstępuje na krok i zgodnie z praktyką ewidencjonowania prowadzoną od roku 1984 każe być uważnym, ponieważ każda myśl jest rejestrowana.

Wszystko, co znajduje się pomiędzy refrenem to puzzle. Laub chce, żeby widz wiedział tylko jedną rzecz, że głównym bohaterem dramatu jest Nicolae Ceausescu i budowane przez niego przez 22 lata „imperium”. Jego twarz przebija się poprzez screeny z ostatniego przemówienia, dnia procesu oraz nieudolnych rysunków zawieszonych na pozłacanym sznurze. Z tymi pewnymi, co do tożsamości obrazami Laub znika i puszcza naszą rękę. Nie będzie przewodnikiem, raczej wymagającym nauczycielem. Zostawia nas w jakiś miejscach i kiedy myślimy, że już wiemy, gdzie jesteśmy i jakie puzzle ze sobą połączyć dostajemy screena ze świątecznej piosenki Wham!. Może jednak nie należy tego wszystkiego traktować na serio? Może warto chwilę pośpiewać? Tak, tylko nie dojdziemy nawet do pierwszej zwrotki. Manekiny w strojach małżeństwa Ceausescu przypominają, że nie jedziemy na narty. Pokoje, do których mamy prawo, a raczej czelność wejść, to miejsca pamięci. Symbole i znaki, które w nich są, jak propagandowe książki, czerwone gwiazdy, marmurowe posadzki, perskie dywany, czy futra, to przedmioty, które musimy nieustannie oglądać, ponieważ „mają nam coś do powiedzenia”. To również pomieszczenia, w których odbywają się rytuały codzienność. Spanie, jedzenie, mycie, ale kontrast wyposażenia, jaki się na nich rysuje, wskazuje, że coś poszło bardzo nie tak.

Laub kończy Last Christmas (of Ceaușescu) frazesem z piosenki Lionela Richie: Is it me you’re looking for? Po tym następuje seria zdjęć z Budynku Parlamentu Rumuńskiego, wybudowanego przez dyktatora. Godło Socjalistycznej Republiki Rumunii zastąpiła flaga Unii Europejskiej, to jednak nie wystarczy, by uporać się z traumą pozostawioną przez „syna Słońca”, a fizyczna obecność przedmiotów Ceaușescu wciąż nie jest jedyną formą jego bycia. 

W photobooku Lauba nic nie jest przypadkowe. Czerwień okładki, złoty napis, pocztówkowych rozmiarów fotografie, urywki telewizyjne. Tak jak w reżimie Ceausescu, każdy ruch i każdy kadr jest kontrolowany. Dlatego jest to lektura tak ciężka, jak ilość złota, którą, podczas gdy lud przymierał głodem, „ukochany ojciec” postanowił wpakować do legendarnej już łazienki w Domu Ludowym. Last Christmas (of Ceausescu) ma taki rytm, że trzeba ją obejrzeć piętnaście razy, jeśli jest się uważnym obserwatorem, to może uda się te puzzle jakoś skończyć.

Autor: Anton Roland Laub
Tytuł: Last Christmas (of Ceausescu)
Miejsce wydania: Berlin 
Data wydania: 2020
Autor fotografii: Anton Roland Laub
Autorki tekstu: Frizzi Kella, Lotte Laub
Język: niemiecki, angielski
Opracowanie graficzne: July Mollik
Edycja: Frizzi Kella
Wydawca: Kehrer Verlag
Liczba stron: 144
Format: 16,5 x 22,5 cm
Oprawa: twarda
Technika druku: offset
Nakład:
ISBN: 978-3-96900-013-7